|

-
Historia
- Członkowie Klubu
- Zarząd Klubu
- Kalendarz imprez
- Statystyki Klubu
- Strony archiwalne
- Statut
- Regulamin rajdów
- Wstąp do klubu

- Historia
- Rodzaje
- Dlaczego rower?

- Zakup roweru
- Jaki rower?
- Przegląd roweru
- Narzędzia
- Części zapasowe
- Co warto zabrać
- Rowerowe dowcipy

- Artykuły
- Reportaże
- Listy internautów

- Ciekawe strony
- Nasi przyjaciele
- Kontakt

Przy
sklepie w Mokowie

Przed browarem w Sierpcu

Parking przed skansenem

Odpoczynek w Ligowie

Zakończenie rajdu |
 |
REPORTAŻE
Z ROWEROWYCH
WYPRAW |
Izabela Ramza
Rajd oczami kobiety
Włocławek – Sierpc - Skępe - Lipno -
Włocławek - dł. 128 km
Dzisiaj poproszono mnie o to, bym opisała wrażenia z rajdu z
punktu widzenia kobiety. Jako, że byłam jedną z dwóch pań
(pozdrowienia dla koleżanki) w bikersko-męskim gronie,
niniejszym pozwolę sobie to uczynić.
Jak było? Chwilami ciężko, ale nie zamieniłabym tej
przygody na żadną inną. Już pokonanie pierwszych kilometrów
wskazywało na to, że nie będzie to łatwa wyprawa. Szkoda, że
nie wszyscy mogli pojawić się na mecie rajdu i w całości
przeżyć tej przygody, której my doświadczyliśmy. Myślę, że w
takich warunkach nawet króliczek z reklamy Duracell miałby
niemały problem…
Pierwsza część dnia upłynęła nam pod znakiem prażącego
słońca. Na dzień dobry: górka za Wisłą. Potem, choć
nieliczne, to kolejne wzniesienia. Dalej: jazda pod wiatr i
niedomaganie sprzętu. Ostatecznie owładnięci gorączką
sobotniego dnia dotarliśmy do celów naszej podróży: Browaru
Kasztelan i sierpeckiego Muzeum Wsi Mazowieckiej.
Kolejna część rajdu była już zgoła odmienna, bo
deszczowa. Spadające z nieba kropelki ostudziły nasze ciała,
ale nie zapał do kontynuowania wyprawy. Najpierw
obserwowaliśmy ścianę deszczu, która „wędrowała” wprost na
nas znad skępskiego jeziora, a następnie schroniliśmy się w
murach klasztoru ojców bernardynów. Humory dopisywały: jedni
myśleli o tym, jak przygotować bramę weselną, by dostać
przezroczysty napój do ogórków, inni zastanawiali się, jak
to możliwe, że zakonnicy żyją na terenie klasztoru wspólnie
z zakonnicami.
Potem czekał nas już tylko krótki postój w Lipnie i na
stacji benzynowej niedaleko rodzinnego miasta ketchupu i
koszykówki. Deszcz nadal padał, a z daleka słychać było
dźwięki burzy. Choć mokrzy, to jednak w dobrych nastrojach
wróciliśmy do Włocławka. Pstryknęliśmy pamiątkowe zdjęcie
nieopodal katedry a następnie udaliśmy się do domów.
Co było dla mnie najtrudniejsze? Krytyczne kilka
kilometrów, kiedy jadąc po rozgrzanym słońcem asfalcie nie
miałam siły wziąć pełnego oddechu. Nawet deszcz nie był dla
mnie tego dnia przeszkodą, wręcz przeciwnie, po pełnym żaru
dniu, stanowił pewne ukojenie.
Odrzuciłam w kąt torby pelerynę anty H20, i zmoczona
niemal do suchej nitki, stwierdziłam w myślach: „Jest
super”. Przyznam szczcerze, że dawno nie czułam sie tak
fajnie. Gdyby ktoś jeszcze dwa miesiące temu powiedział mi,
że kupię sobie swój pierwszy własny rower, przejadę na nim
ponad stówę w ciągu jednego dnia i będę popylać w deszczu -
nie uwierzyłabym...
Podczas wczorajszego rajdu doświadczyliśmy wiele:
jazdy pod wiatr, prażącego słońca i ulewnego deszczu.
Pokonaliśmy liczne przeszkody, bo atmosfera która się
wytworzyła się w teamie „zrekompensowała” (choć po trosze)
ból fizyczny, i kłębiące się w głowie myśli: „Nie dam już
rady”.
Wielkie dzięki dla wszystkich uczestników wycieczki, a w
szczególności dla prowadzących rajd i pewnego młodego
człowieka, który chciał mi pożyczyć swoją suchą koszulkę.
19 lipca 2009 r. |